Uff, sobota...
jestem, jak obiecałam. Mój luby właśnie zjada golonko, a ja jak zwykle się nudzę. Jest tyle do roboty, ale chęci już tyle nie ma...
Ok, może opowiem Wam coś o sobie, skoro wczoraj nie miałam czasu.
Jestem blondynką, ale to już chyba wiecie ;p Mam 24 lata i na codzień zajmuję się domem. Piorę, gotuję, sprzątam. Okazyjnie naprawiam, remontuję i takie tam. W każdym razie nie mam pracy. Dorywczo zajmuję się opieką nad dziećmi. Często też robię za gońca, opiekunkę, tragarza, mechanika, elektronika, informatyka, panią od zakupów, psychologa, doradcę(życiowego, finansowego, w sprawie samochódw, zakupów, itd.) - za darmo... Pospolicie mówiąc daję się wykorzystywać. Wiem to, ale chyba mi to odpowiada - mam syndrom przybornika, poprostu lubię być niezbędna i niezastąpiona. Moi znajomi to wykorzystują i niestety tylko do tego jestem im potrzebna. Ale spoko, nie łamię się - już nie... etap depresji mam narazie za sobą.
Nie mam prawdziwych przyjaciół - uważam, że takie przyjaźnie istnieją, ale doświadczyłam tego jedynie w latach szczenięcych.
Gdybym miała Wam opowiedzieć o perypetiach moich znajomych to musiałabym napisać esej, serio. Nawet nie wiecie jak bardzo mogą pogmatwać się ludzkie losy, kiedy są oparte na fałszu i obłudzie. Nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać. Ja w każdym razie nie wypowiadam się na niczyje tematy nikomu, prócz mojego lubego - bo wiem, że on nikomu nie powie. Za to często muszę robić za dyktafon i przyjmować informacje od każdej znajomej która chce się wygadać. Czasem to męczy, ale w końcu wychodzi śmiesznie. Bo tylko ja zwykle znam sedno sprawy.
Chciałabym Wam opowiedzieć o moim życiu przyszłym - o przeszłości tylko czasem powspominam. Nie obraźcie się, ale nie podam Wam prawdziwych imion moich znajomych - poprostu nie.
Na najbliższy czas, jak już wspominałam, czeka mnie trochę roboty. Obiecałam sobie, że do świąt wreszcie skończę remont - trwa on baaardzo długo, ale w końcu ponad miesiąc temu zebrałam się do kupy i zrobiłam jeden pokój, położyłam panele w drugim i został mi już tylko przedpokój. Nie wiem czy dam radę sama - kładzenie tapet mi się uda, ale już tynk mozaikowy może nie pójść tak łatwo... a nie lubię wydawać pieniędzy niepotrzebnie, o czym napewno też Wam wspomnę. Na koniec panele i później same przyjemności, czyli składanie mebli do przedpokoju, malowanie futryn i sprzątanie. Porządki będą napewno wielkie, ale do tego czasu jeszcze daleko. Jeszcze wymarzyłam sobie przed tym łóżko. Nie kupne - nie stać mnie na łóżko za ponad 2 tysiące. Bo to nie będzie zwykłe, małe łóżko. Będzie to łóżko małżeńskie - 180x200cm składane na ścianie. Pod łóżkiem wymarzyłam sobie jeszcze kanapę. Roboty jest sporo, ale mam ogólny zamysł i wizję jak ma to wszystko wyglądać. Napewno zdjęciem końcowego efektu Was poczęstuję. Narazie głowię się tylko jak zamocować stelaż, by składał się na ścianę, ale dam radę, uwierzyłam w siebie.
Ostatnią rzeczą, a właściwie dwoma, które muszę zrobić praktycznie na już jest wymiana nagrzewnicy w samochodzie i sondy lambda. Wymiana sondy to pikuś, o ile wie się, którą trzeba wymienić - mój partner do mechanika na obdukcję wybiera się już od miesiąca, więc mam małe pole do manewru, a wymieniać obu nie będę jeśli tylko jedna padła. ale zaraz mu nakopię i uświadomię że termin ma do środy. Wymiana nagrzewnicy za to jest to sprawa o wiele bardziej skomplikowana. Muszę rozebrać cały kokpit i deskę. boję się, bo jak coś spierniczę to będzie jazda. No ale co mam zrobić? Mechanik zaśpiewał 6 stów, więc nie mam o czym z nim rozmawiać. No a mój luby prędzej rozpieprzy to auto niż je naprawi... Więcej strat niż pożytku? - Co to, to nie!
Dobra, zwijam się zgrywać lubemu jego muzę na pendrive, żeby miał co słuchać w swojej cytrynie.
To do jutra!