piątek, 20 listopada 2015

Dieta - dzień dziesiąty. Małe futrzaste znalezione na ulicy.

Cześć!

Wczoraj wieczorem, kiedy wracaliśmy z pieskiem ze spaceru przybiegł do nas mały, przytulaśny kociak. Zaczął się łasić, domagać głaskania. Ja nie mogłam pozostać obojętna, więc zaprosiłam go do domu na małe conieco. Od razu wystawiłam posta na fb, bo może ktoś maluszka szukał, ale zero odzewu. Późnym wieczorem odezwała się jedna dziewczyna, która zaproponowała, że weźmie maleństwo dla babci - do domu niewychodzącego :) Ucieszyłam się, ale już wiedziałam, że ta noc nie będzie łatwa, bo mam w domu już 2 zwierzaki. Jak się okazało pozytywnie mnie kociak zaskoczył - jest tak grzeczny i ułożony, że do teraz niedowierzam. Mało tego znalazła się najprawdopodobniej kotka właścicielka - znajoma alkoholiczka z czwórką(czy już piątką) dzieci, która wypuściła koteczka 5 dni temu i sobie nie wrócił. Gdyby jeszcze pofatygowała się do mnie go zobaczyć, czy napisałaby chociaż, to może bym kociaka oddała jej z powrotem, ale ona ma to w dupie. Zatem ja też postanowiłam mieć ją w tym miejscu i w trosce o życie mojego wspaniałego Cezarego(tak, nazwałam go Czaruś) nie pozwolę mu wrócić do tego paskudnego domu. Postanowiłam jutro przekazać go dziewczynie, która do mnie napisała - ona podaruje maleństwo babci. kotek nie będzie wychodził na dwór, wiec mam pewność, że nic mu się nie stanie. Dziewczyna dziś kupi kuwetę i inne akcesoria dla malucha i w końcu zazna prawdziwej miłości człowieka.

Czaruś teraz śpi, to taki mały leniuszek. Mega grzeczny, czyściutki, zadbany. Idę przekazać mu jeszcze trochę swojej miłości, zanim przekażę go jutro jego nowej pani. Cieszę się tylko, że w czasie kiedy przebywał na podwórku nic mu się nie stało - maluch miał sporo szczęścia.

A posiłki na dziś:
  1. Bułka ciemna z ziarnami z łososiem wędzonym
  2. Omlet z 3 jajek z kurkami
  3. Kapusta

Dieta - dzień dziewiąty

Posiłki:
  1. Omlet z 3 jajek z kurkami
  2. Ryba oprószona mąką, smażona na oliwie z oliwek, z przyprawą do kurczaka

Dieta - dzień ósmy

Posiłki:
  1. Kapusta
  2. Pieczarki smażone na oliwie z oliwek(około 250g)
  3. 2 małe bułki ciemne z ziarnem  z łososiem wędzonym.

wtorek, 17 listopada 2015

Dieta - dzień siódmy

Cześć!

Dziś mija siódmy dzień od diety. Warto byłoby się zważyć, by sprawdzić, czy dieta przyniosła już jakiś mały efekt, ale nie mam wagi...
Trzeba będzie się uzbroić w taki sprzęt i w końcu wziąć się za ćwiczenia.
Dzisiejsza dieta to:

  1. Pieczarki smażone na odrobinie oliwy, z przyprawą do kurczaka - około 200g
  2. Śledź w puszce
  3. Kotlet z piersi kurczaka w płatkach kukurydzianych, smażony na oliwie z oliwek - około 300g

Dieta - dzień szósty. Tynk mozaikowy gotowy! Blondynka górą!

6 dzień diety - poniedziałek 16.11.2015
Posiłki:
  1. Sałatka z łososiem(kapusta pekińska, rzodkiewka, pomidor, jajko, łosoś wędzony, sól)
  2. Pieczarki(około 200g) z odrobiną oliwy z oliwek, gotowane na gęsto z 2 jajkami + pieprz i sól
  3. Kapusta
Ćwiczenia: 0

Nie miałam czasu na ćwiczenia - kładłam tynk.
Momentami było gorąco - nie powiem. Nie jest to łatwa sprawa, a materiał drogi, dlatego trzeba było się bardzo starać, żeby niczego nie zepsuć. No i dałam radę! :)
Oczywiście kot w jednym miejscu zniszczył moje dzieło - dzięki mojemu lubemu, który wypuścił go z pokoju - ale efekt końcowy jest zadowalający. Jestem z siebie dumna!


Dieta - dzień piąty

Posiłki:
  1. Kiełbasa krucha z galaretką - około 200g
  2. Sałatka z łososia wędzonego(kapusta pekińska, rzodkiewka, pomidor, jajko, łosoś, sól)
  3. Kapusta, kawałek ryby smażonej(około 50g)
Ćwiczenia:
- spacer około 1h

Dieta - dzień czwarty

Cześć!

Posiłki na sobotę to:
  1. Duża marchewka
  2. Ryba smażona na oliwie - około 400g(oprószona mąką, z przyprawą do kurczaka)
  3. Kiełbasa krucha z galaretką - około 50g
Ćwiczenia: 0

czwartek, 12 listopada 2015

Dieta - dzień trzeci

Postanowiłam machnąć od razu posta o dzisiejszej diecie, by niczego nie pominąć - pamięć już nie ta...
Dziś będzie trochę ruchu, ponieważ wybieram się na małe zakupy oraz na wizytację do jednego z salonów telefonii komórkowych. Być może podejdę też do drugiego, by spełnić marzenie mojego lubego o dostępie do kablówki. Oferta jest całkiem niezła, bo Internet 60zł, telefon 50% taniej, czyli 35zł i telewizja 20zł taniej czyli 41zł z multiroomem. Tak, to oferta Plusa. Dodatkowo telefon za 3zł Huawei P8Lite dla mojego lubego + głośnik, router mobilny, który przyda mi się często oraz 2 dekodery PVR za 1zł sztuka. Mało tego poprzez konto w banku oszczędziłabym przez pierwsze 6 miesięcy po 50zł, a kolejne 18 po 20zł, a telefon i telewizję przez pół roku oglądalibyśmy za darmo, natomiast Internet przez 3 miesiące. Podoba mi się, więc dziś idziemy dogadać się do Plusa i jak wszystko będzie po naszej myśli to jutro będziemy zamawiali przez neta usługi :)

Oki, teraz trochę o posiłkach dzisiejszych:
  1. 200g serka wiejskiego - około 200kcal
  2. Sałatka z łososiem(kapusta pekińska, rzodkiewka, pomidor, jajko, łosoś wędzony, sól)
  3. Kapusta - około 200g
Ćwiczenia:
- spacer około 1h

Dieta - dzień drugi

Hejka!

Wczoraj był drugi dzień mojej diety, który przeżyłam spokojnie, aczkolwiek głowa bolała mnie wieczorem strasznie - chyba z głodu. W każdym razie nie poddaję się, bo dziś dopiero 3 dzień.

Posiłki wczorajsze:

  1. 1 serek Cheese Snack i 400ml mleka
  2. 1 serek Cheese Snack
  3. 1 serek Cheese Snack
  4. Sałatka kupna - z ogórkiem, szynką, porem, kapustą pekińską - 270kcal.
Napoje:
  1. Woda gazowana

Ćwiczenia: 0
Skłonów i przysiadów, które wykonywałam przy okazji przygotowywania ścian pod tynkowanie nie liczę.

Jak widzicie pominęłam wczoraj jeden posiłek, ze względu na to, że moja lodówka świeciła pustkami. Ale zrobiłam już zakupy, więc będzie co jeść: marchew, łosoś wędzony, rzodkiewki, pomidory, oliwa z oliwek, serek wiejski, wafle ryżowe, filety rybne. Do tego dokupię dziś jeszcze kapustkę i sałatę i będzie cacy.

Teraz natomiast zabieram się za tynkowanie ścian tynkiem mozaikowym. Może to nie jest jakieś super ciężkie zadanie, ale nie czarujmy się - jestem tylko blondynką... Boję się i jest to dla mnie mega wyzwanie, ale jak nie ja to kto? Dam radę!

Odchudzanie czas zacząć!

Drodzy moi!

Jak już wspominałam we wcześniejszych postach zabieram się za odchudzanie. Ten moment nastąpił dokładnie wczoraj. Od wczorajszego rana zaczęłam misję. Narazie są to początki, więc nie przesadzam i ta np wczorajszego wieczora postanowiłam wypić pół litra mleka z dodatkiem truskawkowego kakao Kaba. Postanowiłam, że czasem pozwolę sobie na małe conieco. Tak więc od dzisiaj będę Wam wypisywała co jem, co piję, itp. byście mogli tak jak ja obserwować efekty mojej pracy.

Tak więc wczoraj, tj. 11.11.2015 moje posiłki wyglądały następująco:
1. jajecznica z 4 małych jajek z dodatkiem małej ilości soli(zwykle dawałam około 4 razy więcej)
2. 2 przekąski Cheese Snack 
3. 2 duże marchewki
4. 1 przekąska Cheese Snack
5. 500ml mleka z truskawkowym kakao
Napoje:
  1. Woda gazowana

Ćwiczenia: 0 

Jak widzicie nie jest to szczyt marzeń, ale zawsze trzeba od czegoś zacząć. Dopiero dziś idę na większe zakupy, więc będę miała okazję na trochę ciekawsze kombinacje posiłkowe, które być może okażą się bardziej syte.

Napewno ze swojej diety chciałabym wyeliminować cukier oraz sól(no może znikome ilości spożywać będę). Wrogiem będzie także tłuszcz, zwłaszcza ten niezdrowy. Pokuszę się także o suplementy diety - nie zaszkodzi, a może pomóc.

Proszę, trzymajcie za mnie kciuki!

sobota, 7 listopada 2015

Jak nie urok to...

Sobota - dzień, który miał być bardzo pracowity i miał zmienić całkowite oblicze mojego przedpokoju. Niestety stało się inaczej...

Luby wstając rano(a właściwie zwlekając się z łóżka) zaczął wyć - z bólu. Takiego ryku dawno nie słyszałam. Coś mu wczoraj wieczorem strzeliło nad łopatkami i dziś nie może się ruszać. Robotę szlag trafił, chyba że wezmę się za to sama. Narazie robiłam 4 raporty, teraz trzeba robić obiad, więc kiedy? Kiedy w końcu się to skończy?

Mało tego prócz przedpokoju trzeba jeszcze położyć tynk mozaikowy w kuchni... Dlaczego? Bo zamawiając kolor mozaiki przez Internet, kiedy już owa dotarła do mych rąk i otwarłam wiadro, moim oczom ukazało się zło - zło w postaci zupełnie innego koloru niż zamawiałam. Gdyby to było z bliska to wsiadam w samochód, wymieniem tynk na właściwy i robota wre, ale nie, ja zamówiłam z neta, bo w okolicach nie mieszają kolorów. Zadzwoniłam do sklepu, rozmawiałam z bardzo miłym Panem, który próbował mi wmówić, że to nie pomyłka, tylko kolor, który wybrałam w kreatorze mozaiek jako szary, jest tak naprawdę przybrudzonym białym... Ja dostałam tynk w kolorze czerwono białym, zamiast czerwono szarym. Załatwianie cały dzień, bo koleś musi sprawdzić próbki i kolor kruszywa, musi się dogadać z szefową, itp. Dopiero następnego dnia się odezwał, że tynk to mój problem, bo taki zamówiłam - biały przybrudzony. Myślałam, że go przez ten telefon opluję - bo jak można wmawiać kobiecie(nie wiedział, że jestem blondynką), że widząc szary(wcale nie jasny) tak naprawdę widzi biały przybrudzony, który w rezultacie i na żywo okazuje się być totalnie białym? Koleś ewidentnie ze mnie robił wariatkę...
Uspokoiłam się, pomyślałam i stwierdziłam, że jedynie gdzie ten tynk będzie pasował to kuchnia. Tylko i wyłącznie. No i znów trzeba było zamówić nowy tynk do przedpokoju, kolejne 2 stówy w d...

Tynk wczoraj dotarł (boję się otworzyć, żeby się nie zdziwić), ale i tak go dziś nie użyję, bo sama poprostu nie dam rady. Zbieram się więc powoli, zrobię obiad i zmywam się zrobić jeszcze 3 audyty. A jutro może luby poczuje się lepiej i zacznie funkcjonować...


Pozdro!

niedziela, 1 listopada 2015

Absurdy Święta Zmarłych... I nowy etap w życiu.

Dziś blondynka jest tak zmęczona, że ledwo widzi litery - ale jednak postanowiła napisać o swoich przemyśleniach. Co prawda blondynka jest po nocy, która trwała tylko 4 godziny... No trzeba przecież było wypić 2 piwka za zdrowie kochanego Bąbelka!

Jak się pewnie orientujecie dziś Święto Zmarłych. Znicze, kwiatki, korki - masakra. Ja w tym roku wytłumaczyłam mojemu lubemu, że liczy się pamięć, a nie ilość i wielkość zniczy - bez względu na ich cenę i wygląd. udało mi się go przekonać, że 4 znicze za 20zł(razem) to dobre wyjście. W końcu, po 3 latach to zrozumiał! Tak, to jest dla mnie osobisty sukces :)
Niestety jego rodzina już nie jest na tyle ogarnięta, by to zrozumieć i jak co roku tak i dzisiaj znów słyszałam: "daj ten znicz tam", "trzeba dokupić kwiatków i zniczy", "babcia dała większy to muszę kupić lepszy". Dla mnie totalna porażka. Nie obyło się też bez fotek, które jak co roku trzeba zrobić. Porażka numer dwa. I te rozmowy przy grobach. 40 minut stania i pierdzielenia o wszystkim i o niczym. O pierdołach. Przy 3 grobie miałam dość, a musiałam zrobić dwie osobne rundy - jedna 5 grobów, druga 7. W sumie 6 cmentarzy. Teściowa na znicze i kwiaty na 7 grobów wydała koło 4 stów, a Pani Babcia na 5 koło 250zł. Ja pierdziele.

Na tych cmentarzach były miliony. Poprostu miliony złotych. Pamiętam dawne czasy - na cmentarzach w tych dniach roiło się od małych, kolorowych zniczy, czasem ktoś dorzucił wiązankę, ale właśnie te małe kolorowe znicze tworzyły nastrój i atmosferę. Teraz jest poprostu śmiesznie jak na straganie. Często kwiaty są większe niż groby, jeden przed drugim szpanuje co i ile dał, a zamiast modlitwy stoją i ględzą, obgadując przy okazji groby mniej uposażone. 

No ludzie - co się z Wami dzieje?!

Ale ok przeżyłam te dzień, byłam gdzie miałam być i starczy mi do przyszłego roku - na bank! 
Teściowa zaprosiła nas na obiad - mój luby najpierw protestował, ale się uparła i mimo mojego padania na twarz musiałam wysiedzieć te 2 godziny. I spotkała mnie za to nagroda - mój luby ni stąd ni zowąd zakomunikował mimochodem w rozmowie, że bierzemy w przyszłym roku ślub. Tak, zrobił to! Wątpiłam, że kiedykolwiek powie to kochanej mamusi, a on to zrobił i mimo uznania teściowej, że to żart - powtórzył to zdanie jeszcze raz. Zrobiłam się tak czerwona, że mało co nie wtopiłam się w kanapę. No i zaczęła się rozmowa - wpierw myślałam, że będzie awantura, a tu kolejna niespodzianka, bo wszystko przebiegło dobrze. Żadnych pretensji, żadnej gadaniny. No, przynajmniej do zakomunikowania, że będzie to ślub cywilny, bo mój luby do kościoła nie pójdzie I to pretensji nie miała jego matka, tylko ojciec. Tego się nie spodziewałam, ale skończyło się dobrze. Zmiana tematu i było ok. Jestem zadowolona. 
W przyszłym tygodniu urodziny młodej - tam może się zacząć gadanie, jeśli teściowa o ślubie sobie przypomni. Zobaczymy ;p

Apropo młodej to zażyczyła sobie książki. W sumie to dobrze, bo ja nie muszę kombinować, dostanie to co chce i nie muszę dawać kasy - bo tego nie lubię. Mam wrażenie, że dawanie kasy na urodziny to jakby na odczepne - masz, kup sobie coś i spadaj. Bez sensu.

Dobra, rozpisałam się, a trzeba spływać spać. Kupiłam sobie nową piżamkę, więc zaraz w nią wskakuję i wreszcie błogość. Oczywiście najpierw muszę wywalić z łóżka zwierzaki, później przesunąć lubego i dopiero można się pakować pod kołderkę. Oj jak ja jej dziś pragnę! Pozdro!