niedziela, 1 listopada 2015

Absurdy Święta Zmarłych... I nowy etap w życiu.

Dziś blondynka jest tak zmęczona, że ledwo widzi litery - ale jednak postanowiła napisać o swoich przemyśleniach. Co prawda blondynka jest po nocy, która trwała tylko 4 godziny... No trzeba przecież było wypić 2 piwka za zdrowie kochanego Bąbelka!

Jak się pewnie orientujecie dziś Święto Zmarłych. Znicze, kwiatki, korki - masakra. Ja w tym roku wytłumaczyłam mojemu lubemu, że liczy się pamięć, a nie ilość i wielkość zniczy - bez względu na ich cenę i wygląd. udało mi się go przekonać, że 4 znicze za 20zł(razem) to dobre wyjście. W końcu, po 3 latach to zrozumiał! Tak, to jest dla mnie osobisty sukces :)
Niestety jego rodzina już nie jest na tyle ogarnięta, by to zrozumieć i jak co roku tak i dzisiaj znów słyszałam: "daj ten znicz tam", "trzeba dokupić kwiatków i zniczy", "babcia dała większy to muszę kupić lepszy". Dla mnie totalna porażka. Nie obyło się też bez fotek, które jak co roku trzeba zrobić. Porażka numer dwa. I te rozmowy przy grobach. 40 minut stania i pierdzielenia o wszystkim i o niczym. O pierdołach. Przy 3 grobie miałam dość, a musiałam zrobić dwie osobne rundy - jedna 5 grobów, druga 7. W sumie 6 cmentarzy. Teściowa na znicze i kwiaty na 7 grobów wydała koło 4 stów, a Pani Babcia na 5 koło 250zł. Ja pierdziele.

Na tych cmentarzach były miliony. Poprostu miliony złotych. Pamiętam dawne czasy - na cmentarzach w tych dniach roiło się od małych, kolorowych zniczy, czasem ktoś dorzucił wiązankę, ale właśnie te małe kolorowe znicze tworzyły nastrój i atmosferę. Teraz jest poprostu śmiesznie jak na straganie. Często kwiaty są większe niż groby, jeden przed drugim szpanuje co i ile dał, a zamiast modlitwy stoją i ględzą, obgadując przy okazji groby mniej uposażone. 

No ludzie - co się z Wami dzieje?!

Ale ok przeżyłam te dzień, byłam gdzie miałam być i starczy mi do przyszłego roku - na bank! 
Teściowa zaprosiła nas na obiad - mój luby najpierw protestował, ale się uparła i mimo mojego padania na twarz musiałam wysiedzieć te 2 godziny. I spotkała mnie za to nagroda - mój luby ni stąd ni zowąd zakomunikował mimochodem w rozmowie, że bierzemy w przyszłym roku ślub. Tak, zrobił to! Wątpiłam, że kiedykolwiek powie to kochanej mamusi, a on to zrobił i mimo uznania teściowej, że to żart - powtórzył to zdanie jeszcze raz. Zrobiłam się tak czerwona, że mało co nie wtopiłam się w kanapę. No i zaczęła się rozmowa - wpierw myślałam, że będzie awantura, a tu kolejna niespodzianka, bo wszystko przebiegło dobrze. Żadnych pretensji, żadnej gadaniny. No, przynajmniej do zakomunikowania, że będzie to ślub cywilny, bo mój luby do kościoła nie pójdzie I to pretensji nie miała jego matka, tylko ojciec. Tego się nie spodziewałam, ale skończyło się dobrze. Zmiana tematu i było ok. Jestem zadowolona. 
W przyszłym tygodniu urodziny młodej - tam może się zacząć gadanie, jeśli teściowa o ślubie sobie przypomni. Zobaczymy ;p

Apropo młodej to zażyczyła sobie książki. W sumie to dobrze, bo ja nie muszę kombinować, dostanie to co chce i nie muszę dawać kasy - bo tego nie lubię. Mam wrażenie, że dawanie kasy na urodziny to jakby na odczepne - masz, kup sobie coś i spadaj. Bez sensu.

Dobra, rozpisałam się, a trzeba spływać spać. Kupiłam sobie nową piżamkę, więc zaraz w nią wskakuję i wreszcie błogość. Oczywiście najpierw muszę wywalić z łóżka zwierzaki, później przesunąć lubego i dopiero można się pakować pod kołderkę. Oj jak ja jej dziś pragnę! Pozdro!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz