piątek, 20 listopada 2015

Dieta - dzień dziesiąty. Małe futrzaste znalezione na ulicy.

Cześć!

Wczoraj wieczorem, kiedy wracaliśmy z pieskiem ze spaceru przybiegł do nas mały, przytulaśny kociak. Zaczął się łasić, domagać głaskania. Ja nie mogłam pozostać obojętna, więc zaprosiłam go do domu na małe conieco. Od razu wystawiłam posta na fb, bo może ktoś maluszka szukał, ale zero odzewu. Późnym wieczorem odezwała się jedna dziewczyna, która zaproponowała, że weźmie maleństwo dla babci - do domu niewychodzącego :) Ucieszyłam się, ale już wiedziałam, że ta noc nie będzie łatwa, bo mam w domu już 2 zwierzaki. Jak się okazało pozytywnie mnie kociak zaskoczył - jest tak grzeczny i ułożony, że do teraz niedowierzam. Mało tego znalazła się najprawdopodobniej kotka właścicielka - znajoma alkoholiczka z czwórką(czy już piątką) dzieci, która wypuściła koteczka 5 dni temu i sobie nie wrócił. Gdyby jeszcze pofatygowała się do mnie go zobaczyć, czy napisałaby chociaż, to może bym kociaka oddała jej z powrotem, ale ona ma to w dupie. Zatem ja też postanowiłam mieć ją w tym miejscu i w trosce o życie mojego wspaniałego Cezarego(tak, nazwałam go Czaruś) nie pozwolę mu wrócić do tego paskudnego domu. Postanowiłam jutro przekazać go dziewczynie, która do mnie napisała - ona podaruje maleństwo babci. kotek nie będzie wychodził na dwór, wiec mam pewność, że nic mu się nie stanie. Dziewczyna dziś kupi kuwetę i inne akcesoria dla malucha i w końcu zazna prawdziwej miłości człowieka.

Czaruś teraz śpi, to taki mały leniuszek. Mega grzeczny, czyściutki, zadbany. Idę przekazać mu jeszcze trochę swojej miłości, zanim przekażę go jutro jego nowej pani. Cieszę się tylko, że w czasie kiedy przebywał na podwórku nic mu się nie stało - maluch miał sporo szczęścia.

A posiłki na dziś:
  1. Bułka ciemna z ziarnami z łososiem wędzonym
  2. Omlet z 3 jajek z kurkami
  3. Kapusta

Dieta - dzień dziewiąty

Posiłki:
  1. Omlet z 3 jajek z kurkami
  2. Ryba oprószona mąką, smażona na oliwie z oliwek, z przyprawą do kurczaka

Dieta - dzień ósmy

Posiłki:
  1. Kapusta
  2. Pieczarki smażone na oliwie z oliwek(około 250g)
  3. 2 małe bułki ciemne z ziarnem  z łososiem wędzonym.

wtorek, 17 listopada 2015

Dieta - dzień siódmy

Cześć!

Dziś mija siódmy dzień od diety. Warto byłoby się zważyć, by sprawdzić, czy dieta przyniosła już jakiś mały efekt, ale nie mam wagi...
Trzeba będzie się uzbroić w taki sprzęt i w końcu wziąć się za ćwiczenia.
Dzisiejsza dieta to:

  1. Pieczarki smażone na odrobinie oliwy, z przyprawą do kurczaka - około 200g
  2. Śledź w puszce
  3. Kotlet z piersi kurczaka w płatkach kukurydzianych, smażony na oliwie z oliwek - około 300g

Dieta - dzień szósty. Tynk mozaikowy gotowy! Blondynka górą!

6 dzień diety - poniedziałek 16.11.2015
Posiłki:
  1. Sałatka z łososiem(kapusta pekińska, rzodkiewka, pomidor, jajko, łosoś wędzony, sól)
  2. Pieczarki(około 200g) z odrobiną oliwy z oliwek, gotowane na gęsto z 2 jajkami + pieprz i sól
  3. Kapusta
Ćwiczenia: 0

Nie miałam czasu na ćwiczenia - kładłam tynk.
Momentami było gorąco - nie powiem. Nie jest to łatwa sprawa, a materiał drogi, dlatego trzeba było się bardzo starać, żeby niczego nie zepsuć. No i dałam radę! :)
Oczywiście kot w jednym miejscu zniszczył moje dzieło - dzięki mojemu lubemu, który wypuścił go z pokoju - ale efekt końcowy jest zadowalający. Jestem z siebie dumna!


Dieta - dzień piąty

Posiłki:
  1. Kiełbasa krucha z galaretką - około 200g
  2. Sałatka z łososia wędzonego(kapusta pekińska, rzodkiewka, pomidor, jajko, łosoś, sól)
  3. Kapusta, kawałek ryby smażonej(około 50g)
Ćwiczenia:
- spacer około 1h

Dieta - dzień czwarty

Cześć!

Posiłki na sobotę to:
  1. Duża marchewka
  2. Ryba smażona na oliwie - około 400g(oprószona mąką, z przyprawą do kurczaka)
  3. Kiełbasa krucha z galaretką - około 50g
Ćwiczenia: 0

czwartek, 12 listopada 2015

Dieta - dzień trzeci

Postanowiłam machnąć od razu posta o dzisiejszej diecie, by niczego nie pominąć - pamięć już nie ta...
Dziś będzie trochę ruchu, ponieważ wybieram się na małe zakupy oraz na wizytację do jednego z salonów telefonii komórkowych. Być może podejdę też do drugiego, by spełnić marzenie mojego lubego o dostępie do kablówki. Oferta jest całkiem niezła, bo Internet 60zł, telefon 50% taniej, czyli 35zł i telewizja 20zł taniej czyli 41zł z multiroomem. Tak, to oferta Plusa. Dodatkowo telefon za 3zł Huawei P8Lite dla mojego lubego + głośnik, router mobilny, który przyda mi się często oraz 2 dekodery PVR za 1zł sztuka. Mało tego poprzez konto w banku oszczędziłabym przez pierwsze 6 miesięcy po 50zł, a kolejne 18 po 20zł, a telefon i telewizję przez pół roku oglądalibyśmy za darmo, natomiast Internet przez 3 miesiące. Podoba mi się, więc dziś idziemy dogadać się do Plusa i jak wszystko będzie po naszej myśli to jutro będziemy zamawiali przez neta usługi :)

Oki, teraz trochę o posiłkach dzisiejszych:
  1. 200g serka wiejskiego - około 200kcal
  2. Sałatka z łososiem(kapusta pekińska, rzodkiewka, pomidor, jajko, łosoś wędzony, sól)
  3. Kapusta - około 200g
Ćwiczenia:
- spacer około 1h

Dieta - dzień drugi

Hejka!

Wczoraj był drugi dzień mojej diety, który przeżyłam spokojnie, aczkolwiek głowa bolała mnie wieczorem strasznie - chyba z głodu. W każdym razie nie poddaję się, bo dziś dopiero 3 dzień.

Posiłki wczorajsze:

  1. 1 serek Cheese Snack i 400ml mleka
  2. 1 serek Cheese Snack
  3. 1 serek Cheese Snack
  4. Sałatka kupna - z ogórkiem, szynką, porem, kapustą pekińską - 270kcal.
Napoje:
  1. Woda gazowana

Ćwiczenia: 0
Skłonów i przysiadów, które wykonywałam przy okazji przygotowywania ścian pod tynkowanie nie liczę.

Jak widzicie pominęłam wczoraj jeden posiłek, ze względu na to, że moja lodówka świeciła pustkami. Ale zrobiłam już zakupy, więc będzie co jeść: marchew, łosoś wędzony, rzodkiewki, pomidory, oliwa z oliwek, serek wiejski, wafle ryżowe, filety rybne. Do tego dokupię dziś jeszcze kapustkę i sałatę i będzie cacy.

Teraz natomiast zabieram się za tynkowanie ścian tynkiem mozaikowym. Może to nie jest jakieś super ciężkie zadanie, ale nie czarujmy się - jestem tylko blondynką... Boję się i jest to dla mnie mega wyzwanie, ale jak nie ja to kto? Dam radę!

Odchudzanie czas zacząć!

Drodzy moi!

Jak już wspominałam we wcześniejszych postach zabieram się za odchudzanie. Ten moment nastąpił dokładnie wczoraj. Od wczorajszego rana zaczęłam misję. Narazie są to początki, więc nie przesadzam i ta np wczorajszego wieczora postanowiłam wypić pół litra mleka z dodatkiem truskawkowego kakao Kaba. Postanowiłam, że czasem pozwolę sobie na małe conieco. Tak więc od dzisiaj będę Wam wypisywała co jem, co piję, itp. byście mogli tak jak ja obserwować efekty mojej pracy.

Tak więc wczoraj, tj. 11.11.2015 moje posiłki wyglądały następująco:
1. jajecznica z 4 małych jajek z dodatkiem małej ilości soli(zwykle dawałam około 4 razy więcej)
2. 2 przekąski Cheese Snack 
3. 2 duże marchewki
4. 1 przekąska Cheese Snack
5. 500ml mleka z truskawkowym kakao
Napoje:
  1. Woda gazowana

Ćwiczenia: 0 

Jak widzicie nie jest to szczyt marzeń, ale zawsze trzeba od czegoś zacząć. Dopiero dziś idę na większe zakupy, więc będę miała okazję na trochę ciekawsze kombinacje posiłkowe, które być może okażą się bardziej syte.

Napewno ze swojej diety chciałabym wyeliminować cukier oraz sól(no może znikome ilości spożywać będę). Wrogiem będzie także tłuszcz, zwłaszcza ten niezdrowy. Pokuszę się także o suplementy diety - nie zaszkodzi, a może pomóc.

Proszę, trzymajcie za mnie kciuki!

sobota, 7 listopada 2015

Jak nie urok to...

Sobota - dzień, który miał być bardzo pracowity i miał zmienić całkowite oblicze mojego przedpokoju. Niestety stało się inaczej...

Luby wstając rano(a właściwie zwlekając się z łóżka) zaczął wyć - z bólu. Takiego ryku dawno nie słyszałam. Coś mu wczoraj wieczorem strzeliło nad łopatkami i dziś nie może się ruszać. Robotę szlag trafił, chyba że wezmę się za to sama. Narazie robiłam 4 raporty, teraz trzeba robić obiad, więc kiedy? Kiedy w końcu się to skończy?

Mało tego prócz przedpokoju trzeba jeszcze położyć tynk mozaikowy w kuchni... Dlaczego? Bo zamawiając kolor mozaiki przez Internet, kiedy już owa dotarła do mych rąk i otwarłam wiadro, moim oczom ukazało się zło - zło w postaci zupełnie innego koloru niż zamawiałam. Gdyby to było z bliska to wsiadam w samochód, wymieniem tynk na właściwy i robota wre, ale nie, ja zamówiłam z neta, bo w okolicach nie mieszają kolorów. Zadzwoniłam do sklepu, rozmawiałam z bardzo miłym Panem, który próbował mi wmówić, że to nie pomyłka, tylko kolor, który wybrałam w kreatorze mozaiek jako szary, jest tak naprawdę przybrudzonym białym... Ja dostałam tynk w kolorze czerwono białym, zamiast czerwono szarym. Załatwianie cały dzień, bo koleś musi sprawdzić próbki i kolor kruszywa, musi się dogadać z szefową, itp. Dopiero następnego dnia się odezwał, że tynk to mój problem, bo taki zamówiłam - biały przybrudzony. Myślałam, że go przez ten telefon opluję - bo jak można wmawiać kobiecie(nie wiedział, że jestem blondynką), że widząc szary(wcale nie jasny) tak naprawdę widzi biały przybrudzony, który w rezultacie i na żywo okazuje się być totalnie białym? Koleś ewidentnie ze mnie robił wariatkę...
Uspokoiłam się, pomyślałam i stwierdziłam, że jedynie gdzie ten tynk będzie pasował to kuchnia. Tylko i wyłącznie. No i znów trzeba było zamówić nowy tynk do przedpokoju, kolejne 2 stówy w d...

Tynk wczoraj dotarł (boję się otworzyć, żeby się nie zdziwić), ale i tak go dziś nie użyję, bo sama poprostu nie dam rady. Zbieram się więc powoli, zrobię obiad i zmywam się zrobić jeszcze 3 audyty. A jutro może luby poczuje się lepiej i zacznie funkcjonować...


Pozdro!

niedziela, 1 listopada 2015

Absurdy Święta Zmarłych... I nowy etap w życiu.

Dziś blondynka jest tak zmęczona, że ledwo widzi litery - ale jednak postanowiła napisać o swoich przemyśleniach. Co prawda blondynka jest po nocy, która trwała tylko 4 godziny... No trzeba przecież było wypić 2 piwka za zdrowie kochanego Bąbelka!

Jak się pewnie orientujecie dziś Święto Zmarłych. Znicze, kwiatki, korki - masakra. Ja w tym roku wytłumaczyłam mojemu lubemu, że liczy się pamięć, a nie ilość i wielkość zniczy - bez względu na ich cenę i wygląd. udało mi się go przekonać, że 4 znicze za 20zł(razem) to dobre wyjście. W końcu, po 3 latach to zrozumiał! Tak, to jest dla mnie osobisty sukces :)
Niestety jego rodzina już nie jest na tyle ogarnięta, by to zrozumieć i jak co roku tak i dzisiaj znów słyszałam: "daj ten znicz tam", "trzeba dokupić kwiatków i zniczy", "babcia dała większy to muszę kupić lepszy". Dla mnie totalna porażka. Nie obyło się też bez fotek, które jak co roku trzeba zrobić. Porażka numer dwa. I te rozmowy przy grobach. 40 minut stania i pierdzielenia o wszystkim i o niczym. O pierdołach. Przy 3 grobie miałam dość, a musiałam zrobić dwie osobne rundy - jedna 5 grobów, druga 7. W sumie 6 cmentarzy. Teściowa na znicze i kwiaty na 7 grobów wydała koło 4 stów, a Pani Babcia na 5 koło 250zł. Ja pierdziele.

Na tych cmentarzach były miliony. Poprostu miliony złotych. Pamiętam dawne czasy - na cmentarzach w tych dniach roiło się od małych, kolorowych zniczy, czasem ktoś dorzucił wiązankę, ale właśnie te małe kolorowe znicze tworzyły nastrój i atmosferę. Teraz jest poprostu śmiesznie jak na straganie. Często kwiaty są większe niż groby, jeden przed drugim szpanuje co i ile dał, a zamiast modlitwy stoją i ględzą, obgadując przy okazji groby mniej uposażone. 

No ludzie - co się z Wami dzieje?!

Ale ok przeżyłam te dzień, byłam gdzie miałam być i starczy mi do przyszłego roku - na bank! 
Teściowa zaprosiła nas na obiad - mój luby najpierw protestował, ale się uparła i mimo mojego padania na twarz musiałam wysiedzieć te 2 godziny. I spotkała mnie za to nagroda - mój luby ni stąd ni zowąd zakomunikował mimochodem w rozmowie, że bierzemy w przyszłym roku ślub. Tak, zrobił to! Wątpiłam, że kiedykolwiek powie to kochanej mamusi, a on to zrobił i mimo uznania teściowej, że to żart - powtórzył to zdanie jeszcze raz. Zrobiłam się tak czerwona, że mało co nie wtopiłam się w kanapę. No i zaczęła się rozmowa - wpierw myślałam, że będzie awantura, a tu kolejna niespodzianka, bo wszystko przebiegło dobrze. Żadnych pretensji, żadnej gadaniny. No, przynajmniej do zakomunikowania, że będzie to ślub cywilny, bo mój luby do kościoła nie pójdzie I to pretensji nie miała jego matka, tylko ojciec. Tego się nie spodziewałam, ale skończyło się dobrze. Zmiana tematu i było ok. Jestem zadowolona. 
W przyszłym tygodniu urodziny młodej - tam może się zacząć gadanie, jeśli teściowa o ślubie sobie przypomni. Zobaczymy ;p

Apropo młodej to zażyczyła sobie książki. W sumie to dobrze, bo ja nie muszę kombinować, dostanie to co chce i nie muszę dawać kasy - bo tego nie lubię. Mam wrażenie, że dawanie kasy na urodziny to jakby na odczepne - masz, kup sobie coś i spadaj. Bez sensu.

Dobra, rozpisałam się, a trzeba spływać spać. Kupiłam sobie nową piżamkę, więc zaraz w nią wskakuję i wreszcie błogość. Oczywiście najpierw muszę wywalić z łóżka zwierzaki, później przesunąć lubego i dopiero można się pakować pod kołderkę. Oj jak ja jej dziś pragnę! Pozdro!

środa, 28 października 2015

Praca, praca i jeszcze raz załatwianie...

Cześć!

Mało mnie tutaj ostatnie dni. Luby dostał tydzień wolnego, więc postanowiliśmy to wykorzystać na remont. Niestety wczoraj nic nie ruszyliśmy, bo waćpan musiał odespać, a dzisiaj wezwali go do pracy - ktoś musiał jechać na delegacje. Zapowiedziałam mu, że jutro spinamy poślady i jazda - nie ma przebacz! Mam tylko mały problem z kupnem tynku mozaikowego - lokalnie nikt nie chce, bądź nie może mi namieszać koloru takiego, jaki sama sobie wymarzyłam. Szukam więc w necie.

Apropo netu to postanowiłam sobie kupić piżamę, jaka zawsze mi się marzyła :) Jednoczęściowa. Wreszcie w zimę nie będę tak marzła, a gdy luby zachachmęci jak dziś 3/4 kołdry to nie będę umierała z zimna. Wszyscy szczęśliwi, portfel trochę nie.

Portfel ma mi przywieźć z Warszawy babcia koleżanki. Dwie i pół dyszki na targu, a portfel wygląda jakby z markowego sklepu za 120 zeta. Mam tylko nadzieję, że przywiezie taki jak chciałam, jestem bardzo wybredna.

Tak więc u mnie zakupy i zakupy, niekończące się załatwianie spraw i znów zakupy. Jeszcze muszę wziąć się za wypełnianie druczków z konkursu "Moc Nagród" - wygraliśmy znów 150zł i trzeba wysłać druczki z paragonami. Udało mi się też wygrać zestaw syropów z Excellence - mam nadzieję, że pysznych!

Ok, zabieram się za to szperanie za tynkiem mozaikowym. Odezwę się jeszcze dziś ;)

niedziela, 25 października 2015

Deszczowa niedziela...

Witam.

Tak, wiem, miałam być wczoraj...
Sorki, ale ten dzień mnie trochę przerósł. Najpierw zakupy, później mechanik, a na końcu węgiel. Dobrze, że nie byłam sama, bo wory ciężkie - mam nadzieję, że tego nie odcierpię...

Wieczorem i dzisiaj pooglądałam trochę stand up - polecam wklepać na You Tube Abelard Giza lub Karolina Piasecka. W niektórych momentach pękałam ze śmiechu.

Dziś usłyszałam od mojego lubego - niedzielnego leniwca - że zabiera mnie do kina. Sam to wymyślił, sam napomknął. Zaproponował też spacer. Uwinęłam się więc z obiadem, posprzątałam i... czekam. Czekam już 3 godzinę, aż ruszy dupsko z tego łóżka. Już mnie szlag trafia! Po cholerę facet zapowiada fajny dzień, a później ma to w dupie? U Was też tak jest?
W rezultacie na spacerze z psem byłam już sama, a w gratisie zaczęło padać. Kino też już pewnie nie przejdzie, bo zanim szanowny książę wstanie to seanse się skończą. Jak ja tego nienawidzę...

Zastanawiam się co robić jutro - mam tyle planów do wypełnienia, że nie wiem za co się zabrać. Napewno w pierwszej kolejności muszę jutro wysłać zaległe paczki - wpierw trzeba je zapakować dobrze. To pikuś, mam wprawę.

Chciałam się Wam pochwalić, że wczoraj wreszcie dotarł zwrot za ekspres Tassimo - zwrot numer 4, a czekam jeszcze na piąty. To kolejne 150zł - w sumie będzie 600. Aż żałuję, że kupiłam ich tak mało, ale bałam się zaryzykować. Czekam jeszcze na zwrot z zakupu żelu Bryza Vanish Ultra - 4 dyszki. Jeśli wypali to będzie trzeba kupić więcej ;p

Lecę, odezwę się jutro!

piątek, 23 października 2015

Zapowiedź

No to witajcie.

Wczoraj mnie zabrakło, bo od rana byłam poza domem - nawet nie zdążyłam zjeść, taka jazda. W każdym razie już jestem. Po nocy przespanej tylko dzięki moim tabletko nasennym - Senzop 7,5mg - które polecam, biorę się za wykonywanie telefonów. Pierwszy do sklepu ekologicznego w Katowicach w sprawie ziółek AC Zymes i ParaProtex. Na samą myśl chce mi się śmiać. Bo wiecie, babcia mojego lubego uczęszcza do bioenergoterapeuty. Podobno wielki, znany człowiek - zjeżdżają do niego ludzie z całego świata. Dziwne, jak my tam byliśmy to nigdy nikogo poza nami nie ma, zawsze pusto. 
Szanowny pan doktor ostatniej wizyty przepisał pani babci oszałamiający lek na jej dolegliwości - No-Spa. śmiech na sali. No a wczoraj właśnie stwierdził, że pani babci  zniknęła z organizmu jedna bakteria - druga pozostała. I właśnie z tego powodu wysłał ją do Katowic po lek na wszystko AC Zymes i ParaProtex. Oczywiście podał jej adres i uświadomił panią babcię, że tylko tam dostanie ziółka i 2% zniżki od niego.
Pani babcia w drodze do domu mało nie zabiła kierowcy, gdy wspomniał, że to napewno sklep doktora i pojedzie najpierw bliżej sprawdzić czy te leki są - tak się w aucie darła, że doktorek dał jej adres, że powiedział, że tego nigdzie indziej nie dostanie, że ona jest posłuszna i ona chce z Katowic... Śmiech na sali.
Łaskawie dała nam 100zł na te ziółka narzekając, że nie ma pieniędzy i że leki będą napewno tańsze, więc reszty chce zwrot. Próbowałam ją uświadomić, że raczej droższe, ale odparła, że jestem głupia. No tak, w końcu jestem blondynką to się z panią babcią nie kłóciłam. Ale sprawdziłam w necie i pół godziny później zadzwoniłam do pani babci z wiadomością, że jej leki w necie dostępne są za 250zł i czy brać, czy to za dużo. W pierwszej chwili wydarła się, że z Internetu nie chce(ok mówię, ja kupie w Katowicach tylko dzwonię, że tyle lub więcej będą kosztowały) i że mam kupić i ze swoich wyłożyć. 
Jestem teraz ciekawa jak pani babcia będzie ze swoich nowych ziółek zadowolona, w necie nie znalazłam żadnych opinii...

Drugi telefon to zamówienie węgla. Zima idzie, więc trzeba się doposażyć, wiadomo.
Trzeci natomiast do mechanika - już się boję usłyszeć kwotę jaką strzeli za wymianę nagrzewnicy.

Narazie się zmywam, ale to jeszcze nie koniec na dziś - postanowiłam, że zrobię dla Was mały wykład odnośnie kupna odkurzacza. Osobiście przez pół roku szukałam swojego ideału i w końcu go znalazłam. Może komuś się to przyda ;)

Pozdro!


Kontynuuję - dzień nie był dla mnie dziś zbyt dobry. Dowiedziałam się kilku rzeczy, których wcale wiedzieć nie chciałam. Ale to pchnęło mnie do całkowitej zmiany mojego życia. I w końcu to zrobię. Koniec fałszywych przyjaźni, koniec naskakiwania ludziom. Koniec.

Brrr, trochę zimno się zrobiło na dworze - dobrze, że kupiłam w końcu wczoraj dres. Udało mi się załatwić węgiel, zobaczymy jak się będzie sprawował. W poniedziałek dostawa, więc trzeba się uzbroić w siły i chęci - będą, obiecałam to sobie.

Zaraz wybieram się do mojego bąbelka - chyba największego skarbu w moim życiu. Nigdy bym nie pomyślała, że jedna istota potrafi tyle w życiu zmienić i wykrzesać ze mnie tyle siły i miłości.

Odkurzacze przedstawię Wam jutro, bo dziś troszkę się zapomniałam i nie zrobiłam zdjęcia. 

środa, 21 października 2015

Wkurzona blondynka!

No cześć.

Dziś mój humor został popsuty kolejnym sms-em od niespełna rozumu dziewczyny...
Już nie wiem jak mam jej powiedzieć żeby więcej nie pisała. Mówiłam jej to, pisałam - nic nie pomaga. Swego czasu nawet postanowiłam, że jej pomogę, ale to się też nie sprawdza, bo dziewczyna jest tak ograniczona umysłowo, że nie rozumie nic, a każdą poradę i tak wrzuca do kosza, po czym żali się przez kolejne tygodnie, że znów jej nie wyszło i miałam rację. Tak się składa, że w jej kwestii ja zawsze mam rację...

Ale ok, odsuwam już myśli od niej, czas zająć się czymś pożyteczniejszym. Ale czym? Konkursy! Tak! One odprężają. Skupiam szare komórki i zaczynam tworzyć. Już mi lepiej :)

Niecierpliwie czekam na wyniki "Moc Nagród" i różnych akcji testerskich. Mam nadzieję, że dziś coś wpadnie. 

wtorek, 20 października 2015

Leniwy dzień - ale szczęśliwy!

Cześć!

Dzisiejszy dzień upłynął mi na lenistwie - jednym, wielkim, totalnym... No cóż,czasem człowiek chyba może się odchamić ;p

Chciałam się Wam pochwalić, że udało mi się dziś wygrać 2 zestawy kosmetyków z biedronkowego konkursu "Luksus, na który możesz sobie pozwolić". Każdy zestaw o wartości 200zł. Tylko gdzie ja to upcham? Oj, już widzę marudzenia mojego lubego...
Ale co mi tam, ja się cieszę. Samych żeli pod prysznic mam zapas na kilka lat...
Oprócz tego również w konkursie biedronkowym wygrałam dziś 2 razy po 50zł - "Moc Nagród" z 14.10. Codziennie wysyłam po 3 zgłoszenia i udaje mi się raz lub dwa wygrać - uzbierała się już ładna sumka ;)

Zmykam pisać raporty do kampanii - ktoś to musi robić. Głowa mi pęka dziś cały dzień, to chyba z lenistwa...

poniedziałek, 19 października 2015

Zott Monte Snack



Testowanie mlecznych kanapek Zott Monte Snack umożliwiło mi TRND. Bez wahania zgłosiłam się do projektu, bo uwielbiam mleczne kanapki, a tych jeszcze nie próbowałam.

Otrzymałam paczkę zawierającą 24 batoniki - 12 sztuk dla nas, 12 sztuk do rozdania.

Moja opinia:
Byłam dosyć pozytywnie nastawiona do testów, bo przyznam, że Monte kocham. No i nie zawiodłam się - kanapki smakują całkiem dobrze. Biały krem nie jest jednak dla mnie tak smaczny jak orzechowe nadzienie. Biszkopt ładnie nasączony, godnie wieńczy całość. Wszystko trzyma się dobrze, więc nic się nie kruszy i krem nie wypływa. Ja osobiście raz jadłam prosto z lodówki, a raz w temperaturze pokojowej - mają zupełnie inny smak! Trochę niepokoi mnie skład - zbyt dużo tych wszystkich E... Ale myślę, że od czasu do czasu można sobie i dzieciakom pozwolić na taką słodycz. Przekąski nie są maksymalnie słodkie, więc nawet mój luby się skusił - zagorzały przeciwnik mlecznych kanapek! Gdybym miała do wyboru Monte Snack lub Kinder to jednak wybrałabym Kinder - przyznaję się bez bicia! Ale polecam spróbować :)






Vizir GO Pods Alpine Fresh



Kolejna kampania, której Ambasadorką jestem to Kampania Vizir GO Pods od Everydayme.

Otrzymałam Opakowanie kapsułek do prania dla siebie(17sztuk) oraz 25 pojedynczo pakowanych kapsułek dla znajomych. Na zdjęciu tylko tyle, bo reszta rozeszła się niemal od razu.

Moja opinia:
Do kapsułek przekonałam się od samego początku, bo pachną obłędnie i są bardzo wygodne w użyciu - wyciągasz z estetycznego pudełka i wrzucasz do bębna. Nic się nie rozlewa, nic się nie brudzi. Niestety nie są one rozwiązaniem idealnym jeśli chodzi o pranie szybkie - 15 lub 30 minutowe, jakie zaoferowała mi moja nowa pralka. Poprostu w tym czasie kapsułki nie rozpuszczają się do końca i osłonka zostaje na ubraniach w formie gluta. Dlatego powiem Wam szczerze, że przechytrzyłam system i przy bardzo szybkim praniu poprostu kapsułkę przebijam i wyciskam jej zawartość do podajnika - może nie mądre, ale skuteczne i jestem zadowolona. Kapsułki piorą całkiem dobrze, nie miałam jeszcze na co narzekać. Zapach odzieży po wypraniu wspaniały. Myślę, że cena nie jest zbyt wygórowana - dobra jakość i maksymalna wygoda są tego warte. Dodatkowo kapsułki te są często w korzystnej promocji. Miałam mały problem jeśli chodzi o dozowanie kapsułek do mojej pralki - kapsułki wypiorą nawet 5kg odzieży, natomiast moja pralka połyka 7kg. Rozwiązałam ten problem tak, że jeśli pranie nie jest bardzo zabrudzone to wrzucam jedną kapsułkę, a jeśli jednak bardzo to wrzucam dwie. Do białego zawsze wrzucam dwie, oczywiście przy pełnej pralce. Polecam wypróbować.



Zott Cheese Snack



Rozpędziłam się trochę, więc z racji czasu, który posiadam i chęci postanowiłam zrecenzować dla Was również kampanię Zott Cheese Snack od TRND.

Otrzymaliśmy do testowania 12 podwójnych paczek serowych przekąsek Zott Cheese Snack - w sumie 24 paczki. 12 paczek dla nas i 12 do rozdania. Przekąski są dostępne w 2 wariantach smakowych - naturalny i ketchupowy.

Na zdjęciu nie uwieczniłam wszystkich paczek, bo conieco było już zjedzonych ;p

Moja opinia:
Wspaniała przekąska nie tylko dla dzieci, ale i dorosłych. Ja uwielbiam ser i dla mnie jest poprostu idealna. Bez konserwantów, więc zdrowa, po zjedzeniu jednej porcji czuję, że coś zjadłam - idealny na pierwszy głód. Zott Cheese Snac ma doskonałe wymiary - do szkoły, do plecaka, do torebki, a nawet do kieszeni. Jeśli chodzi o smak to życzyłabym sobie jeszcze innych wariantów, np. jakiegoś ostrzejszego serka. Ale mnie smakują oby dwa. Ketchupowy jest trochę kontrowersyjny i nie każdemu podchodzi, ale dla mnie jest pyszny. Zott Cheese Snack zrobiło furorę u nas na podwórku i dzieciakom spodobało się bardzo. Jedyny jak dla mnie minus to cena, bo regularnie przekąski mają kosztować 4,99zł za paczkę, czyli 4 przekąski. Ale i tak o wiele bardziej wolę podać dziecku i sama zjeść taki serek niż batonik. Napewno polecam każdemu wypróbować :)





Wilkinson Xtreme 3



Cześć! Na dziś przygotowałam dla Was recenzję dotyczącą maszynek do golenia Wilkinson Xtreme 3. W końcu obiecałam relacje z testów ;)

Maszynki te otrzymał mój partner, dzięki uprzejmości Rekomenduj.to - teraz nie ma wymówek żeby się nie golić ;p

Ogólnie paczuszka całkiem spora, bo 8 sztuk dla mojego mężczyzny i 10 do rozdania znajomym. No i oczywiście ulotki.

Poniżej wklejam kilka zdjęć, żebyście mieli dokładny obraz tego, o czym piszę.

Moja opinia:
Maszynki mają ciekawy kształt i bardzo wygodny uchwyt pokryty gumką - nie ślizgają się i leżą pewnie w dłoni. Podoba mi się, że mają trzy ostrza i pasek nawilżający. Pasek jest dla mnie miękki, więc przypadł mi do gustu. Sama wypróbowałam i mogę ze śmiałością stwierdzić, że maszynka spełnia wszystkie moje oczekiwania. 

Opinia mojego mężczyzny:
Kształt i wygoda trzymania to zdecydowane atuty tych maszynek. Dotychczas używałem tylko i wyłącznie maszynek marki Gillette, bo tylko one dawały mi 100% satysfakcji. Ale muszę stwierdzić, że jednak Wilkinson Xtreme 3 daje radę! Maszynki golą dokładnie i gładko, nie zauważyłem żadnych szarpnięć. Trzymają się w dłoni lepiej niż Gillette. Osobiście przekonały mnie do zmiany dotychczasowych maszynek.


Jak widzicie maszynki u nas zdały test i możemy śmiało polecić :)





niedziela, 18 października 2015

Cześć!

Ja już po obiadku - w końcu jak co niedziela trzeba się było wysilić i zrobić pieczeń i kluski. Kluski oczywiście mrożone, ze sklepu - bo po co pół dnia się paćkać ze swojskimi, kiedy te są też pyszne? Mój teraz gra na moim telefonie, więc mam chwilkę dla siebie bez marudzenia.

Postanowiłam jeszcze zgłosić ze 2 paragony do akcji "Moc Nagród". A, no tak! Nie mówiłam Wam! Jestem konkursiarą i testerką nałogową. To trwa już od jakichś 10 lat, z małą przerwą 3 letnią. Teraz, od około 4 lat biorę udział w konkursach i testach codziennie. Odpręża mnie to, cieszy i zajmuje myśli, dzięki czemu nie myślę o pierdołach, które mnie dołują. 
Wygrałam już mnóstwo rzeczy, m.in. 3000zł w sms-owym konkursie telewizyjnym serialu "Ranczo". I to chyba największa z moich wygranych. Oprócz tego wygrałam wiele kosmetyków, gadżetów, bluz, bonów zakupowych(w tym roku miałam do wydania 1600zł na Zalando;) i innych wypasionych nagród.
Jeśli chodzi o testy to też mam na swoim koncie kilkadziesiąt kampanii - najnowsze to Cheese Snack z TRND, Vizir GO Pods z everydayme.pl, Monte Snack z TRND i Wilkinson z Rekomenduj.to. W najbliższych dniach opiszę Wam conieco o kampaniach i o tym, co na temat tych produktów uważam - może komuś się przyda rzetelna opinia, bo mimo udziału w kampanii jako Ambasador nie zamierzam ani trochę słodzić! 

Patrzę za okno i pogoda dziś nie zła, więc trzeba by się wybrać na jakiś spacerek. Moje dziurawe buty to chyba nie jest dobry pomysł, ale szkoda mi brać nowych... Tak, jestem skąpa i szporobliwa - mam z tym mały problem. Na szczęście tylko dla siebie samej, więc nikt z moich bliskich na tym nie cierpi. 

Tak wogóle to chciałam Was jeszcze o czymś poinformować - od listopada zaczynam odchudzanie! Dokładniej mam na myśli jakiś ciekawy program ćwiczeń(chyba z Chodakowską), jazdę na rowerku stacjonarnym(przyszły teściu się o niego nie upomina, więc trzeba korzystać) no i oczywiście dietę! To ostatnie to najmniejszy problem, jazdę na rowerku też lubię, ale trochę gorzej może być z ćwiczeniami. Bez systematyczności nie będzie efektów, więc spinam moje wielkie poślady i do dzieła! A czemu nie od dziś? Najpierw wizyta u endokrynologa, na którą czekam już ponad pół roku. Muszę mu conieco opowiedzieć i porobić badania hormonalne. Jak się uspokoi to w końcu będę sukcesywnie dążyła do utraty kilogramów :)

Ok, lecę na ten spacerek. Muszę jeszcze mojego niedzielnego leniucha wytargać z łóżka. Pozdro!

sobota, 17 października 2015

Uff, sobota...

jestem, jak obiecałam. Mój luby właśnie zjada golonko, a ja jak zwykle się nudzę. Jest tyle do roboty, ale chęci już tyle nie ma...

Ok, może opowiem Wam coś o sobie, skoro wczoraj nie miałam czasu.

Jestem blondynką, ale to już chyba wiecie ;p Mam 24 lata i na codzień zajmuję się domem. Piorę, gotuję, sprzątam. Okazyjnie naprawiam, remontuję i takie tam. W każdym razie nie mam pracy. Dorywczo zajmuję się opieką nad dziećmi. Często też robię za gońca, opiekunkę, tragarza, mechanika, elektronika, informatyka, panią od zakupów, psychologa, doradcę(życiowego, finansowego, w sprawie samochódw, zakupów, itd.) - za darmo... Pospolicie mówiąc daję się wykorzystywać. Wiem to, ale chyba mi to odpowiada - mam syndrom przybornika, poprostu lubię być niezbędna i niezastąpiona. Moi znajomi to wykorzystują i niestety tylko do tego jestem im potrzebna. Ale spoko, nie łamię się - już nie... etap depresji mam narazie za sobą.

Nie mam prawdziwych przyjaciół - uważam, że takie przyjaźnie istnieją, ale doświadczyłam tego jedynie w latach szczenięcych. 

Gdybym miała Wam opowiedzieć o perypetiach moich znajomych to musiałabym napisać esej, serio. Nawet nie wiecie jak bardzo mogą pogmatwać się ludzkie losy, kiedy są oparte na fałszu i obłudzie. Nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać. Ja w każdym razie nie wypowiadam się na niczyje tematy nikomu, prócz mojego lubego - bo wiem, że on nikomu nie powie. Za to często muszę robić za dyktafon i przyjmować informacje od każdej znajomej która chce się wygadać. Czasem to męczy, ale w końcu wychodzi śmiesznie. Bo tylko ja zwykle znam sedno sprawy.

Chciałabym Wam opowiedzieć o moim życiu przyszłym - o przeszłości tylko czasem powspominam. Nie obraźcie się, ale nie podam Wam prawdziwych imion moich znajomych - poprostu nie. 

Na najbliższy czas, jak już wspominałam, czeka mnie trochę roboty. Obiecałam sobie, że do świąt wreszcie skończę remont - trwa on baaardzo długo, ale w końcu ponad miesiąc temu zebrałam się do kupy i zrobiłam jeden pokój, położyłam panele w drugim i został mi już tylko przedpokój. Nie wiem czy dam radę sama - kładzenie tapet mi się uda, ale już tynk mozaikowy może nie pójść tak łatwo... a nie lubię wydawać pieniędzy niepotrzebnie, o czym napewno też Wam wspomnę. Na koniec panele i później same przyjemności, czyli składanie mebli do przedpokoju, malowanie futryn i sprzątanie. Porządki będą napewno wielkie, ale do tego czasu jeszcze daleko. Jeszcze wymarzyłam sobie przed tym łóżko. Nie kupne - nie stać mnie na łóżko za ponad 2 tysiące. Bo to nie będzie zwykłe, małe łóżko. Będzie to łóżko małżeńskie - 180x200cm składane na ścianie. Pod łóżkiem wymarzyłam sobie jeszcze kanapę. Roboty jest sporo, ale mam ogólny zamysł i wizję jak ma to wszystko wyglądać. Napewno zdjęciem końcowego efektu Was poczęstuję.  Narazie głowię się tylko jak zamocować stelaż, by składał się na ścianę, ale dam radę, uwierzyłam w siebie.

Ostatnią rzeczą, a właściwie dwoma, które muszę zrobić praktycznie na już jest wymiana nagrzewnicy w samochodzie i sondy lambda. Wymiana sondy to pikuś, o ile wie się, którą trzeba wymienić - mój partner do mechanika na obdukcję wybiera się już od miesiąca, więc mam małe pole do manewru, a wymieniać obu nie będę jeśli tylko jedna padła. ale zaraz mu nakopię i uświadomię że termin ma do środy. Wymiana nagrzewnicy za to jest to sprawa o wiele bardziej skomplikowana. Muszę rozebrać cały kokpit i deskę. boję się, bo jak coś spierniczę to będzie jazda. No ale co mam zrobić? Mechanik zaśpiewał 6 stów, więc nie mam o czym z nim rozmawiać. No a mój luby prędzej rozpieprzy to auto niż je naprawi... Więcej strat niż pożytku? - Co to, to nie!

Dobra, zwijam się zgrywać lubemu jego muzę na pendrive, żeby miał co słuchać w swojej cytrynie. 

To do jutra!

piątek, 16 października 2015

Świat Blondynki - krótka opowieść po co, na co i dla kogo :)

Cześć

Postanowiłam założyć tego bloga już kilka lat temu, ale dopiero dziś zebrałam do kupy wszystkie chęci, za i przeciw, myśli - no i pufff!

Ideą mojego bloga będzie pisanie Wam o moim codziennym życiu - życiu blondynki. Dowiecie się prawdy o mnie, ludziach z mojego otoczenia, o tym co myślę, a co mówię. Niektóre rzeczy mogą Wam się wydawać śmieszne, albo zatrważające - komentujcie, bez skrępowania :)

O sobie opowiem Wam już jutro - teraz lecę oglądać "Kac Vegas 3". Widziałam już ze dwa razy, no ale nic mnie nie powstrzyma.  Chyba, że mój facet, który marudzi mi, że mam mu zrobić budyń...

Do jutra!